To, co zowie się głupotą,Nie jest męstwem, ani cnotą.Dnia pewnego mały szpaczekPołknął dziesięć wykałaczek.
Każdy inny szpak, jak wiecie,Zaraz poddałby się diecie,Wezwał ptasie pogotowieI, chcąc chronić cenne zdrowie,
Nic by więcej nie jadł raczej.Nasz postąpić chciał inaczej.Nasz w ogóle się nie przejął,Lecz z niezwykłą galanterią
Zbierał ziarna i okruszki,Łykał strąki, łowił muszkiI, nie martwiąc się zbyt wiele,Smażył obiad na niedzielę.
Kpiąc z powagi sytuacji,Nadzwyczajnej pełen gracji,Leczył brzuszek z dziarską minąBajerowską aspiryną.
… I dopiero, kiedy ciałoBoleć szpaczka nie przestało;I dopiero, kiedy bóleNasiliły się w ogóle,
Rzekł do siebie: Od tej poryBędę uczył się pokory.Kto nie troszczy się o zdrowie,Ten zwyczajnie pstro ma w głowie.
Potem dzielny mały szpaczekWdział kapelusz i kubraczek;Spojrzał w lustro, zmrużył oko,Westchnął cicho, lecz głęboko
I szepnąwszy: pełna gala,Poszedł pieszo do szpitala.