Znam z krasnalich opowieściBajkę takiej właśnie treści:Dawno temu, na polanie -W lesie ciemnym niesłychanie
Wiodły żywot byle jakiSympatyczne dwa szaraki.Choć nie wątpię ani chwili,Że krasnale to zmyślili,
Żyła w lesie także sowa -Owych krain zła królowa.Drżał ze strachu każdy zając,Bowiem sowy srogość znając,
Bały się jej nawet lisy,Lwy, pantery i tygrysy.Hu! - Krzyczała – Hu, hu, hu, hu!Idź na pole, kłapouchu!
Zjadaj ludziom grochu strąki,Liście, bulwy i korzonki!Ty zaś, hu, hu, hu, hu, hu, hu,Idź na zagon, kłapouchu!
Rzucam urok, jakem sowa -Owych krain zła królowa:Gryź na sieczkę i na wiórkiGroch, fasolę i ogórki!
Hejże! Dalej! Do zagrody!Więcej szkody! Więcej szkody!
... Wiem skądinąd, choć krasnaleNie mówili tego wcale,Że się zaraz potem stałoTo, co stać się nie musiało:
Mała Ania wzięła w rączkiZatrwożone dwa zajączkiI, jak mądra, dobra wróżka,Przytuliła do serduszka.
Jeśli wierzyć krasnoludkom,Wbrew zaklęcia swego skutkomSowa uschła z żalu cała,Potem zaś abdykowała,
Gdyż pojęła w wieku kwiecieW wielkim żalu i rozterceNajważniejszą rzecz na świecie:Czym być może ludzkie serce.