Raz łapał dziadek muchę,A mucha mu nad uchemKrążyła bez żenady -Nie było na to rady.
Choć łapał dziadek muchę,To mucha – na podpuchę -Robiła lot z ukosaDziadkowi koło nosa.
Fruwała, jak królewna(Złośliwie – to rzecz pewna),Aż dziadek to fruwanieJej przerwał polowaniem.
Choć raźnie dziadek człapie,To, zanim muchę złapie,Już mucha się od nowaPrzed dziadkiem gdzieś uchowa
I nie ma muchy wcale!Nareszcie nie ma, ale...Na pewno się, psiajucha,Schowała gdzieś ta mucha.
Przegląda dziadek kuchnięI mało nie wybuchnie:Bo – na żywego ducha -Gdzie mucha jest?! Gdzie mucha?!!
- Nie lata pod sufitem(Toż to niesamowite!),Zniknęła! Koniec świata!... A mucha znowu lata!
Więc dziadek – cały w męce -Nad muchą klaszcze w ręce,A mucha do ostatkaWciąż krąży wokół dziadka.
Aż dziadek – pełen werwy -Kompletnie stracił nerwy.Rzekł: - Co tam durna mucha!Jął łowić... karalucha.