Powiem o tym bez ogródek:Źle postąpił krasnoludek,Wyruszając bez opiekiW świat nieznany i daleki
I kupując dla przechwałkiZimnych lodów cztery gałki.Długo leczył wątłe ciało;Głos Mu całkiem odebrało.
Gdy lekarza prosił szeptemO ratunek i receptę,Doktor – niedźwiedź z plastrem w łapieTaką zlecił Mu terapię:
- Krasnal ma się napić miodu!Ma nie lizać więcej lodów!Ma przez tydzień, co dzień w kółkoPić to samo gorzkie ziółko!
Nie wychodzić na powietrze,Lub wychodzić, ale w swetrze!... Nie wiadomo, z jakich racjiKrasnal dosyć miał kuracji,
Nie chciał ziółek pić na raty,Lecz wybierał się w zaświaty,O czym tatę oraz mamęZawiadamiał telegramem:
- Mamo! Tato! Chyba zginę!Jestem chory na anginę!Czuję w gardle dziwne kłucie.Wieść rozeszła się po drucie,
Wywołując – nie bez racji -Owoc smutku i sensacji.Tak mówili po miesiącuTata z mamą: - Mały brzdącu!
Upragnione swe wakacjePrzeleżałeś jako pacjent.Niech to zatem, w samej rzeczyI z łakomstwa Cię wyleczy...