Dnia pewnego mama-świnkaTak skarżyła się do synka:- Mój prosiaczku! Mój tłuściutki!Wielkim mnie napawa smutkiem
Odnoszący się do wieprzyWizerunek nie najlepszy.Mam na myśli te niestetyObraźliwe epitety:
- A ty świnio! A ty knurze(!),Których zgoła nie powtórzę,Nie jest bowiem tego wartaCała sprośność w nich zawarta.
Więc, choć nikt tak nie zniesławiaKota, żubra, czy żurawia;Chociaż nikt się nie ośmieliDrwić z tygrysa, czy gazeli;
Choć od myszy aż po dorszaZawsze świnia jest najgorsza,Ignorując te kalumnie,Wiedz, że świnia – to brzmi dumnie!
Mój najmilszy! Mój pulchniutki!Wniosek stąd wypływa krótki:Chociaż rada to niełatwa,Gdy Ci życie się pogmatwa;
Kiedy ludzie Cię obwinią,Że po prostu jesteś świnią,A nie pawiem, lwem, czy kobrą,Świnką bądź, lecz świnką dobrą.