Rzekł do siebie raz bałwanek:- Dość mam takich niespodzianek!Nie wytrzymam! Daję słowo!Czuję zgoła się niezdrowo,
Zaś największa moja troskaMa na imię: katar z noska.Chociaż nosek mam z marchewki,Leje mi się, jak z konewki.
Nieciekawy los w ogóleCzeka moje śnieżne kule,Sądząc bowiem po kałuży,Słońce wcale mi nie służy.
Słońce na to tak odrzekło:- To dopiero mi dopiekło!Kto na zdrowie chucha, dmucha,Ten wygląda na zmarźlucha.
Jeśli zatem – drodzy moi -Tak bałwanka niepokoiPoziom rtęci w termometrze,Niech od dzisiaj chodzi w swetrze.